Marcin Wójcik szefem Zespołu Mobilnej Aktywności

Decyzją prezydenta Majchrowskiego, Marcin Wójcik, dotychczasowy oficer rowerowy, a dokładnie: Kierownik Zespołu ds. realizacji polityki rowerowej, został szefem „zespołu ds. mobilności aktywnej”, o czym dowiadujemy się ze skromnego, podpisanego jedynie inicjałami tekstu Renaty Radłowskiej w krakowskiej Gazecie Wyborczej (niestety, próżno szukać informacji na ten temat w mediach miejskich, czy choćby na stronie ZIKiTu).

Przede wszystkim więc gratulujemy Marcinowi i trzymamy kciuki za Niego i Jego zespół!

A teraz nastąpi długa lista „ale”:

Zacznijmy od nazwy nowego zespołu, która jest wprost kuriozalna. Czym ma być rzeczona „aktywna mobilność”? Jeżeli chodzi o podkreślenie, że w Krakowie rower oraz własne nogi są najlepszymi formami mobilności, to w porządku. Ale słowo „aktywna” pachnie próbą zepchnięcia tej mobilności do sfery rekreacyjnej, sportowej i jej rozdrobnienia, a może nawet skonfliktowania. W odczuciu urzędników infrastruktura „sportowa” dla „aktywnych”, w dodatku mocno zróżnicowanych pod względem liczby kółek lub ich braku, może być traktowana mniej poważnie, niż poważna „niemobilność” samochodowa, w którą należy inwestować miliardy, bo tak uczono w latach 60 ubiegłego wieku, kiedy wiceprezydent ds. inwestycji Tadeusz Trzmiel kończył studia. Brzmi strasznie, ale obym się mylił.

Naszemu dzielnemu Oficerowi przybywa obowiązków, ale nie przybywa możliwości. Marcin Wójcik w ZIKiT wciąż jest nie oficerem, lecz najwyżej podoficerem i nawet jeżeli wczoraj awansował ze stopnia kaprala na plutonowego, to wciąż musi współpracować z generałem Trzmielem i kapitanem Migdałem, o marszałku Majchrowskim nie wspominając. Kolejne miasta w Polsce rezygnują z Masy Krytycznej bo rowerzyści mają w magistratach wysokich rangą urzędników (dyrektorów lub pełnomocników), a w Krakowie inwestycje stoją, gdyż oficer-kierownik nie ma wystarczającej formalnej siły przebicia by wymusić na swoich przełożonych realizację ich politycznych obietnic.

Wreszcie pojawia się pytanie: kto się będzie troszczył o los podróżujących komunikacją zbiorową, którzy w zdrowym mieście stanowią większość? Czy ci sami, wspomnieni już, betonowi urzędnicy, dla których tramwaj jest tylko okazją na unijne dofinansowanie miejskiej autostrady? Pytanie to jest dość aktualne, kiedy przedstawiciele poważnych, jak się do niedawna wydawało, organizacji rowerowych bronią samochodów kosztem zbiorkomu.

To, co jednak najbardziej zasmuciło mnie w informacji o zmianach w ZIKiTcie, to wypowiedź Piotra Hamarnika, rzecznika tej instytucji: Urzędnicy zauważyli, że mobilność krakowian to nie tylko samochód i coraz więcej ludzi wybiera inny środek transportu. Co nie oznacza oczywiście – jak zastrzega Hamarnik – że „ruch samochodowy schodzi do podziemia„.

To ostatnie zdanie, ten ogarek dla samochodowego diabła, odróżnia nas najbardziej od państw i miast, którym naprawdę zależy na zmianie. To dzięki takim wypowiedziom wielu mieszkańców Krakowa wciąż uważa, że prawo do jazdy samochodem i jego darmowego parkowania to jedno z podstawowych praw człowieka, a samochodów w mieście zamiast ubywać, przybywa. Zamiast wzorować się na Helsinkach, które w ciągu najbliższych 9 lat chcą całkowicie wyeliminować samochody w mieście (nie zakazami, lecz skutecznie przekonując mieszkańców, że auta w mieście sensu nie mają), Kraków wciąż próbuje leczyć nadwagę poszerzając spodnie.

Dopóki tak będzie, dopóki na poziomie strategicznym będziemy miastem wołającym totus tuus samochodowi, tak długo żadna, teoretycznie dobra dla rowerzystów wiadomość, nie będzie cieszyć tak bardzo, jakby mogła, a do wszystkich, nawet z pozoru najkorzystniejszych decyzji prezydenta będziemy podchodzić z ogromną ostrożnością, szukając w nich drugiego dna, wszak w Krakowie Majchrowskiego po każdym kroku (z przytupem) w przód najczęściej następują dwa ciche kroki w tył.

5 myśli na temat “Marcin Wójcik szefem Zespołu Mobilnej Aktywności”

  1. Z masy nie ma co rezygnowac bo fajnie sobie w grupce przejechac przez maisto najwyzej jak juz beda tysiace kilometrow sciezek przeniesc ja poprostu na niedziele bo co bedziemy robic jak nam galerie handlowe pozamykaja trzeba jakos czas zagospodarowac.

  2. stara skuteczna zasada dołożyć rożnych obowiązków tyle żeby główne zadanie „polityka rowerowa” przestała być podstawowym zadaniem oficera rowerowego .teraz będą uczyć dzieci jak się kasuje bilet w autobusie o wiele mniej uciążliwe działania niż np. masa krytyczna czy masowy przejazd rowerowy.

  3. Niestety muszę dość negatywnie (wręcz krytycznie) odnieść się do dotychczasowej działalności Pana Marcina Wójcika. Miałam okazję współpracować już z Panem Marcinem na kilku inwestycjach i niestety z przerażeniem spoglądam w przyszłość mając na uwadze jego niekompetencje w podstawowych kwestiach dotyczących inżynierii ruchu oraz podejmowanych przez niego rozwiązań. Moje doświadczenie jednoznacznie pokazały, że Pan Marcin nie ma odpowiedniego przygotowania merytorycznego oraz odpowiedniego zaplecza wiedzy i wykształcenia. Na pograniczu swojej działalności bardzo często podejmuje sprawy inżynierii ruchu i komunikacji miejskiej, które z uwagi na swoją złożoność wymagają bardzo często wielopłaszczyznowej analizy. Niestety nie dla Pana Marcina, który wielokrotnie „wyręcza” projektantów oraz swoich kolegów. Jako urzędnik powinien reprezentować godną postawę oraz odpowiednie standardy w szczególności w postępowaniu z zainteresowanymi mieszkańcami. Wg mojego (oczywiście) subiektywnego odczucia jego stosunek do petentów również pozostawia wiele do życzenia. Niejednokrotnie byłam świadkiem stosowania delikatnie rzecz ujmując „aroganckiego” języka. Ze swojej strony życzę Panu Marcinowi jak najlepiej. Chciałabym aby w końcu godnie zaczął reprezentować piastowane przez siebie stanowisko i pomógł wreszcie tym, którzy na niego liczą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *