Przestrzeni! Przestrzeni!

Jednym z kluczowych czynników determinujących miejskość ośrodka jest duża gęstość zaludnienia. Gęstość, dla przypomnienia, ma powierzchnię w mianowniku. Czyli wiedza z podstawówki powinna wystarczyć do zrozumienia, że to powierzchnia (czy w ogólności tytułowa przestrzeń) będzie w mieście zasobem deficytowym.

Problem nawet nie w tym, że do zrozumienia elementarnych zjawisk w otaczającym ich świecie nie wszystkim wystarcza ukończenie podstawówki. Niektórym najwyraźniej nie pomogło ani ukończenie renomowanego krakowskiego liceum (choć za moich szkolnych czasów uczyli tam przedmiotów ścisłych bardzo przyzwoicie) ani sztandarowego Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej. (Jedyna nadzieja w tym, że prawdziwych inżynierów uczą lepiej niż menedżerów, inaczej strach będzie przejść przez most.) Westchnąć należy koniecznie nad upadkiem wymagań w szkolnictwie wszystkich szczebli, ale na westchnieniu nie poprzestanę. Co prawda szansa na to, że jeden tekst naprawi tak poważne problemy poznawcze nie jest wielka, ale nie należy poddawać się bez walki.

Weźmy typową dla krakowskiego centrum ulicę. Przekrój podłużny pominiemy jako że nie wnosi nic istotnego do zrozumienia sedna problemu. W przekroju poprzecznym będzie ona ograniczona kamienicą obok której będzie chodnik, jezdnia, chodnik i kamienica naprzeciwko. Jezdnia typowo przeznaczona jest do ruchu pojazdów, chodnik natomiast dla ruchu pieszego.

Jak na razie jest zupełnie nieźle, wciśnięte w zaprojektowaną często przed wiekami strukturę miasta ulice wydawałyby się całkiem dobrze pełnić swoje funkcje. Problem w tym, że jedynie by się wydawało – powyższy model nie uwzględnia parkowania. Parkowania, które jest czynnikiem istotnym o tyle, że przez większość czasu samochody nie są używane jako środek transportu tylko jako barykada o niezaniedbywalnym przekroju czynnym.

Rozważmy w takim razie możliwości rozbudowy oryginalnego modelu. Możliwości nie jest wiele – do parkowania przeznaczyć możemy kamienice, chodnik lub jezdnię. Z jakiegoś powodu żaden z właścicieli samochodów, nawet ci mieszkający na parterze, nie trzyma swojego pojazdu w domu. Pozostaje chodnik i ulica. Do niedawna rozwiązanie było proste – parkowano na chodnikach, pieszym zostawiając miejsca niewiele bądź wcale. Co prawda piesi protestowali, no ale kto bogatemu zabroni. Szczęśliwie na odsiecz przybył wojewoda, wyjaśniając urzędnikom miejskim że 2 metry znaczy 2 metry. Czyli koniec parkowania kosztem pieszych, co oznacza w wielu miejscach w centrum konieczność przeprowadzenia akcji „Samochody na jezdnię!”.

Skoro samochody na jezdnię, to miejsca na niej będzie mniej i trzeba je racjonalnie wykorzystać. ZIKiT właśnie taką próbę podjął, przedstawiając zgodny z wytycznymi wojewody projekt reorganizacji ruchu w centrum. Projekt dość zachowawczy, próbujący ratować miejsca parkingowe w centrum kosztem ogranicznenia ruchu ruchu samochodowego tamże, ale też promujący znacznie efektywniejsze rodzaje transportu w mieście, czyli przede wszystkim ruch pieszy i komunikację zbiorową. Niestety, rowery zostały potraktowane po macoszemu, ale przy uspokojonym ruchu samochodowym jest nadzieja na poprawę sytuacji rowerzystów.

Wydawałoby się, że, nawet jeżeli zbyt powoli, wszystko zmierza w dobrym kierunku – kluczowym problemem każdego miasta będzie efektywne wykorzystanie dostępnej przestrzeni, a projekt ZIKiT właśnie w tę stronę zmierza. I miejmy nadzieję, że tak faktycznie będzie, niezależnie od zapowiadanej manifestacji przeciwko Euklidesowi.

Aktualizacja: Sądząc z doniesień medialnych, pan wojewoda nie jest już pewien, czy faktycznie 2 metry znaczy 2 metry. Chwilowo zmuszony do poruszania się po krakowskich chodnikach o kulach szczególnie wyraźnie dostrzegam pana wojewody troskę o pieszych. Pociesza mnie jedynie fakt, że ja kule niedługo odstawię, a pan wojewoda chyba już nie zmądrzeje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *