Bikini

Aaron Levenstein twierdził, że statystyka jest jak bikini – pokazuje dużo, ale zasłania najważniejsze. Ta teza tak naprawdę odnosi się do dowolnych danych liczbowych, które odpowiednio przedstawione są w stanie całkowicie ukryć sedno sprawy. I z takim przypadkiem mamy do czynienia w przypadku rozpowszechnianych m. in. przez Marcina Wójcika, krakowskiego Oficera Rowerowego, liczb mających wykazać jak tanie jest użytkowanie rowerów Wavelo.

Oczywiście podane liczby są prawdziwe, wątpliwości może jedynie budzić metodologia która do nich doprowadziła. Ale dyskusję o doborze metodologii rozstrzygnąć trudno, ja w każdym razie nie będę próbował. Natomiast, niezależnie od tego jaka metodologia została wybrana, wyniki otrzymane przy jej pomocy dla różnych układów można ze sobą bezpośrednio porównywać.

Ostatnio w dyskusji na FB Wavelo Marcin Wójcik stanowczo stwierdził, że krakowski rower miejski jest tańszy w użytkowaniu niż jego londyński odpowiednik, Santander Cycles. To porównajmy. Wavelo w najtańszej opcji (abonament roczny, wersja 90 min/dzień) kosztuje ok. 40 gr za godzinę. Cena korzystania z Santander Cycles (abonament roczny, 90 GBP czyli ok. 450 zł), przy koszcie liczonym w ten sam sposób, to niecałe 7 gr za godzinę. Sześć razy taniej w Londynie niż w Krakowie, i to bez uwzględnienia parytetu siły nabywczej. Okazjonalne korzystanie z roweru też na Wyspie jest tańsze niż u nas.

Absurd? Trochę tak, głupia metodologia obliczeń daje niezbyt mądre wyniki. Ważniejsze pytanie brzmi, jak naprawdę rower miejski w Krakowie funkcjonuje w porównaniu z londyńskim. No cóż, krakowski stoi w stacjach i dzięki temu się nie zużywa, natomiast brytyjski jeździ na potęgę. Ciekawe, jaki może to mieć związek z faktem że Transport for London pokrywa ponad jedną trzecią kosztów funkcjonowania Santander Cycles 😉

3 myśli na temat “Bikini”

  1. Z twoim artykułem też jest jak z bikini – nigdzie nie wspominasz o tym, że miasto teraz prawie w ogóle nie finansuje rowerów ani o tym, że system Santander sponsoruje Bank Santander.

    1. Po pierwsze, to (o ile dobrze pamiętam warunki koncesji) miasto na tzw. rowerze publicznym może wręcz zarobić, bo płaci 1 zł za rower miesięcznie, ale do miasta należą pożytki z reklamy. Czyli jeżeli się chłopaki i dziewczyny choć trochę koło tego zakręcą, to miasto wyjdzie na plus. Zwróć uwagę na fakt, że nie spowoduje to w żadnym stopniu obniżenia cen dla użytkowników – w przeciwieństwie do sytuacji w Londynie.

      W Londynie miasto pokrywa w dużej części koszty roweru miejskiego. Częściowo robi to wprost z budżetu, częściowo z pieniędzy uzyskanych od sponsora w zamian za reklamę. To jest sytuacja która była w Krakowie poprzednio (o ile dobrze pamiętam mBank się reklamował).

      Teraz Kraków postanowił w ogóle wycofać się ze wspierania roweru miejskiego. To jest fakt, który Marcin próbuje nie tyle ukryć, co pomniejszyć jego wagę, wszem i wobec mówiąc, że Wavelo jest tanie dla użytkowników. I w tym celu wykorzystuje kreatywną księgowość. Powyższy tekst ma na celu pokazanie, jak bardzo nierzetelne są uzyskane w ten sposób liczby.

      Innymi słowy, Wavelo jest drogi w użyciu, ponieważ, w przeciwieństwie do znakomitej większości systemów roweru publicznego, w Krakowie miasto postanowiło przerzucić wszystkie koszty na użytkowników. Taka właśnie taka miała być pointa mojego tekstu, ale pozostawiłem ją domyślności czytelników. Czy teraz jest wystarczająco klarownie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.