„Sukces” Krakowa w European Cycling Challenge 2017

Od początku mówiłem: nie wezmę w tym udziału. Nie przyłączę się do imprezy do której namawia cały pion propagandowy Krakowa, od portalu Kraków PL po ZIKiT i Wavelo. Nie dołożę swojej cegiełki do czegoś, co mogłoby być wykorzystane do pokazania, jak dobrze się mają w Krakowie rowerzyści, kiedy tak naprawdę mają się źle!

Dziś, trochę po półmetku, po raz pierwszy spojrzałem na wyniki. Nie zaskoczyły mnie zbytnio. Pierwsze miejsce Gdańsk, wysoko Warszawa, która jest po prostu duża, dobre miejsce Bydgoszczy, Wrocławia…

Ale naprawdę ciekawie robi się jeśli podzielić te wyniki przez liczbę mieszkańców. I tak niekwestionowanym liderem pozostaje Gdańsk – zdecydowany wzór do naśladowania dla innych polskich miast.

Drugie miejsce zajęła Bydgoszcz, w której ostatnio dużo się dzieje, powstaje sporo infrastruktury rowerowej (jak choćby most tramwajowo-rowerowy).

Podium zasłużenie zamyka Wrocław – jeden z pionierów, który w dodatku nie spoczął na laurach.

Kolejne miejsca to Poznań (zaczyna być widać efekty polityki prezydenta Jaśkowiaka, Rada Miasta właśnie przyjęła politykę rowerową), Warszawa (w której od kilku lat w zrównoważony transport inwestuje się ogromne pieniądze, sprawnie też działa sieć Veturilo). Coś drgnęło też w Łodzi.

A potem jest Kraków. Z wynikiem 19-krotnie gorszym od Gdańska. I to, paradoksalnie, może być dobra wiadomość bo podobno wszyscy pytają, czy w Krakowie rzeczywiście jest tak źle…

Ilustracja

 

Ulica Buszka, rowerowe połączenie Reymonta z Armii Krajowej, zamknięta ze względu na budowę. Informacji o konieczności wybrania objazdu na wcześniejszym skrzyżowaniu nie ma. Żeby się o tym dowiedzieć, przejeżdżamy prawie całą długość ulicy i nadkładamy drugie tyle po zawróceniu przed znakiem zakazu.

Mała ulica, zaskakująco duży problem. I doskonała ilustracja tego, jak ZIKiT traktuje rowerzystów.

Tragiczny dla rowerzystów piątek w Krakowie

Dzisiejszy dzień w Krakowie był dla rowerzystów wyjątkowo tragiczny. Doszło do dwóch wypadków z ich udziałem. W pierwszym z nich, mający zielone światło do jazdy prosto rowerzysta dostał się pod koła skręcającego w prawo autobusu miejskiego, który powinien był ustąpić pierwszeństwa. Rowerzysta nie miał szans. Odniósł ciężkie obrażenia i zmarł w szpitalu.
 
W drugim wypadku mający światło czerwone rowerzysta został potrącony przez policyjnego busa. Na szczęście tym razem obyło się bez większych obrażeń. Ale powiedzmy to sobie jasno: to rowerzysta zawinił.
 
Kochani, apelujemy do Was:
Po pierwsze: uważajcie i zachowajcie ograniczone zaufanie do innych uczestników drogi! Nawet kiedy poruszacie się zgodnie z wszelkimi regułami, niebezpieczeństwo może sprowadzić na Was ktoś inny. W starciu z kilkoma tonami stali rowerzysta nie ma szans, a znajomość wprowadzonej w 2011 roku nowelizacji kodeksu drogowego wśród nie jest powszechna, szczególnie wśród kierowców „starej daty”. Musimy egzekwować swoje prawa na drodze jednak ani na chwilę nie tracąc czujności, gdyż taka chwila może nas kosztować bardzo wiele.
Ale po drugie: nie łamcie przepisów! Nie jeźdźcie na czerwonym świetle, po przejściach dla pieszych, chodnikach, pod prąd, w poprzek drogi. Nie wymuszajcie pierwszeństwa, nie wykonujcie nagłych trudnych do przewidzenia i niesygnalizowanych manewrów. Tym sposobem nie tylko narażacie ogół rowerzystów na krytykę (tak łatwo wszak o uogólnienia), ale niweczycie trud aktywistów, którzy od lat pracują, by rower był w Krakowie i całym kraju traktowany jako pełnoprawny środek transportu i korzystał z praw należnych niechronionemu uczestnikowi ruchu!
Kolejna fala hejtu na rowerzystów, jaka po dzisiejszych zdarzeniach przetoczyła się przez internet, jest przerażająca i pokazuje nie tylko negatywne nastawienie wielu osób do rowerzystów, ale również elementarne braki wiedzy na temat przepisów i zagadnień bezpieczeństwa ruchu drogowego:
Co więcej, większość komentujących oba zdarzenia nie zadała sobie nawet trudu sprawdzenia, kto był ich sprawcą, tylko powtarzała swoje mantry o tym, jacy to rowerzyści źli, niewyedukowani i zagrażający światu.
Prosimy zatem: Nie dostarczajcie paliwa hejterom! Najczęściej nie mają racji (powiedzmy to jeszcze raz: rowerzysta, który zginął pod kołami autobusu, jechał prawidłowo i tego samego mógł się spodziewać od innych uczestników ruchu, w szczególności od profesjonalnego kierowcy komunikacji miejskiej!), to jednak często nawet dość błahe zdarzenia (zderzenie rowerzysty i radiowozu) powodują, że prawda schodzi na drugi plan, a na pierwszy wychodzą emocje. Złe emocje.
Jeżdżąc, najdelikatniej ujmując, niefrasobliwie, wzmacniamy mylny pogląd, że rowerzyści mają znaczący udział w ogóle sprawców wypadków, a to nie służy naszej sprawie. Tylko dzięki szerokiemu społecznemu poparciu uzyskamy bowiem to, o co walczymy, a co właściwie sprowadza się do jednego: naszego bezpieczeństwa!