Góralu, wracaj do hal 2: (w) czym do miasta?

Czwartkowy poranek. Leje jak z cebra. Jadę ścieżką wzdłuż Mogilskiej. Dzień jak codzień.

Przede mną inny rowerzysta pocina chodnikim. Doganiam go bez większego trudu. Piękny, wybajerzony na maxa rower górski, na pewno kosztował kilka tysi. Piękne terenowe opony. Do tego „przepisowy” strój, wszystko markowe, od kasku po ochraniacze na buty w barwach odblaskowych.

Zrównuję się z rowerzystą i spokojnie pytam:
– Dlaczego jedziesz chodnikiem obok ścieżki rowerowej?
– Bo ta kostka jakoś lepiej wchłania deszcz i jak po niej jadę to mniej na mnie chlapie.

Wtedy to dostrzegłem: piękny rower za kilka tysi nie miał błotników. Na pięknym „przepisowym” stroju, pod markowym plecakiem widniała brunatnoszara kreska z błota rozpryskiwanego przez tylne koło.

Pojechałem dalej na swoim dwudziestoletnim holendrze. Suchy, jak zwykle pod peleryną, w cywilnych ciuchach. Jeszcze przez chwilę się zastanawiałem, w jaki sposób bez najmniejszego wysiłku dogoniłem tego kolarza. Wyglądał na zmęczonego swoją jazdą.

Oryginalny tekst „Góralu wracaj do hal” mojego autorstwa ukazał się w „Masówce” we wrześniu 2016 roku (można ją pobrać tutaj: Masówka wrzesień 2016). Polemikę podjął Grzesiek, którego tekst można znaleźć w Masówce z października 2016 (do pobrania tutaj: Masówka październik 2016).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.