Radni mądrzy po szkodzie?

W 2015 roku Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu przedstawił projekt likwidacji ścieżki rowerowej wzdłuż ul. Twardowskiego na odcinku od Kapelanki do Ceglarskiej. Projekt jak najbardziej uzasadniony – przeznaczony do likwidacji ogryzek ścieżki nie tylko był źle wykonany ale przede wszystkim jego istnienie wymuszało na rowerzystach slalom i związane z tym potencjalnie niebezpieczne przecinanie osi jezdni.

Niestety, wbrew głosom rowerzystów i zdrowemu rozsądkowi, Rada Dzielnicy VIII stanowczo wystąpiła przeciwko proponowanemu przez ZIKiT rozwiązaniu. W rezultacie ścieżka, zamiast zostać zlikwidowana, została wyremontowana, co zapewne skazuje jeżdżących tamtędy rowerzystów na wykonywanie niebezpiecznych manewrów przez wiele kolejnych lat. I nikt nie spodziewał się, że, tuż po zakończeniu remontu, przeciwko nowemu rozwiązaniu ostro wypowie się ta sama Rada Dzielnicy VIII.

Szanowni Państwo Radni! Organizacja ruchu wymaga rzetelnej wiedzy. Wiedzy której najwyraźniej nie posiadacie, bo inaczej nie skazywalibyście na niebezpieczeństwo licznej rzeszy nie tylko rowerzystów, ale jak widać również pieszych, w tym zapewne także kierowców i pasażerów samochodów którzy pieszymi zostali jedynie na chwilę. Tym razem jesteście mądrzy po (niestety poważnej) szkodzie, ale mam cichą nadzieję, że wyciągniecie naukę na przyszłość.

Czy wojewoda z prokuratorem zepchną rowery pod koła samochodów?

Znak C-16/T-22

Czy kojarzycie ten znak? Jest to połączenie znaku nakazu C-16 (droga dla pieszych) i tabliczki T-22 (nie dotyczy rowerzystów). Razem mówią mniej więcej tyle, że wprawdzie ciąg, który za nimi się znajduje, służy pieszym, jednak mogą się nim poruszać również rowerzyści, przy zachowaniu ostrożności i pierwszeństwa pieszych.

Rodzinę rozwiązań, które reprezentuje nasz znak, często określamy mianem substandardu, jednak musimy uczciwie przyznać że jest on jedynym wyjściem w wielu sytuacjach, w których projektantowi przewymiarowanej samochodocentrycznej infrastruktury zabrakło pomyślunku i „zabrakło” miejsca dla prawdziwej drogi dla rowerów. Jeśli połączymy to z szeroką, wielopasową jezdnią o podniesionym limicie prędkości, chodnik oznaczony znakiem C-16/T-22 może stanowić dla rowerzystów jedyną możliwość w miarę bezpiecznego (realnie lub subiektywnie) poruszania się.

Tymczasem całkiem możliwe, że już wkrótce, dzięki grupie działaczy prosmogowych niezadowolonych z traconych miejsc parkingowych, które zgodnie z prawem nigdy nie powinny były powstać, rykoszetem oberwie się również rowerzystom.

Zmiany organizacji ruchu w krakowskim centrum nie mają w Polsce precedensu. O naszym mieście mówi się w całej Polsce, nawet w miastach dotąd bardziej kojarzonych ze zrównoważonym rozwojem i prawami niechronionych uczestników ruchu. Kraków jako pierwsze miasto w Polsce (dzięki kontroli Wojewody) wypowiedział wojnę niezgodnym z przepisami miejscom parkingowym – krótko mówiąc: robieniu parkingów z chodników. Odpowiedzialny za te zmiany Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu (na codzień nasz chłopiec do bicia) i jego wicedyrektor Łukasz Franek zostali już laureatami jednej z branżowych nagród. A więc jest nieźle.

Ale nasi miłośnicy smogu, korków i parkowania wszędzie, byle najbliżej do domu, czy pracy, kiedy wszystko inne zawiodło, a protesty przynosiły wręcz odwrotny skutek,  zmianami w Krakowie ponownie zainteresowali Wojewodę Małopolskiego. Korek tramwajowy wskutek protestu prosmogowcówI tym razem przedstawiciel rządu zareagować musiał zgoła inaczej, wszak wybory samorządowe tuż-tuż, a elektorat niezadowolony z rządów w Krakowie koalicji prezydenta Jacka Majchrowskiego i Platformy Obywatelskiej to elektorat możliwy do zagospodarowania przez partię rządzącą Polską. Wojewoda wytoczył więc najcięższe działa, z prokuraturą włącznie (w razie kłopotów z lokalnymi funkcjonariuszami genprok szepnie słówko) i rozszerzył nieco obszar działań, a co, przecież może. W końcu minister Waszczykowski powiedział jasno, co należy myśleć o rowerzystach.

Poza likwidacją miejsc parkingowych, wynikłą bezpośrednio z wystąpienia pokontrolnego poprzedniego wojewody (przedstawiciela tej samej partii), którą skontrolować można (jak KODowca w policyjnej suce w miesięcznicę), ale raczej niepodważalną, wojewoda zainteresował się tzw. „strefami zielonymi” czyli strefami ograniczonego ruchu i … zupełnie niezwiązanym z obecnie prowadzoną reorganizacją „dopuszczeniem rowerzystów do poruszania się po drogach wyznaczonych dla pieszych”. W obu tych przypadkach wojewoda w sposób charakterystyczny dla przedstawicieli swojej partii nie czekając na jakiekolwiek działania prokuratury, o sądzie nie wspominając, a priori stwierdza działanie niezgodne z prawem.

Wojewoda Małopolski Piotr Ćwik

O co chodzi wojewodzie i, być może, inspirującym jego działania prosmogowcom? Czy o bezpieczeństwo pieszych, którzy w ciągach mieszanych o niegodnych gabarytach muszą teraz dzielić przestrzeń z rowerzystami, co prowadzi do niebezpiecznych sytuacji? Na pewno też nie można zakładać że działaczom prosmogowym zależy na komforcie, czy bezpieczeństwie pieszych – wszak nie przebrzmiały jeszcze protesty przeciwko zmianom w centrum mającym na celu odzyskanie dla pieszych należnej im przestrzeni na chodnikach. Wygląda na to, że po raz kolejny chodzi o politykę – przynajmniej wojewodzie. A prosmogowcom? Być może niektórzy mają ambicje polityczne, ale większość po prostu próbuje wciąż bronić swojego nienależnego prawa do wygody i oszczędności kosztem bezpieczeństwa i swobody poruszania innych, po raz kolejny odsłaniając swoją ignorancję i głupotę. I dzięki tej głupocie właśnie obudzili potwora. I jeśli ten potwór zmiecie znaki C-16/T-22, mogą być ofiary w ludziach. Prawdziwe, nie na żarty.

Cthulhu

Ilustracja

 

Ulica Buszka, rowerowe połączenie Reymonta z Armii Krajowej, zamknięta ze względu na budowę. Informacji o konieczności wybrania objazdu na wcześniejszym skrzyżowaniu nie ma. Żeby się o tym dowiedzieć, przejeżdżamy prawie całą długość ulicy i nadkładamy drugie tyle po zawróceniu przed znakiem zakazu.

Mała ulica, zaskakująco duży problem. I doskonała ilustracja tego, jak ZIKiT traktuje rowerzystów.

Termometr

13 kwietnia około godziny 13:35  Wavelo znacznie ograniczyło ilość informacji udostępnianych publicznie przez swój system komputerowy. Od tego czasu niemożliwe jest w czasie rzeczywistym  rozróżnienie pomiędzy rowerami wypożyczonymi, zarezerwowanymi, zepsutymi oraz wycofanymi z użycia. Znacznie zmniejszyło to możliwości prowadzonego przez nas monitoringu. Na szczęście pomimo to jesteśmy w stanie zupełnie nieźle zdiagnozować stan krakowskiego roweru publicznego. Stan który eufemistycznie można określić jako niezbyt dobry.

Zasadnicze problemy są dwojakiego rodzaju. Przede wszystkim jak na razie „innowacyjny system rowerowy 4-tej generacji” po prostu nie jest używany. Przed niecałym tygodniem, pół roku po uruchomieniu, w systemie zarejestrowanych było zaledwie 3200 użytkowników. To wręcz szokująco niska liczba biorąc pod uwagę fakt rozdania prawie 50000 voucherów uprawniających do bezpłatnego korzystania z rowerów Wavelo przez miesiąc. W tej sytuacji nie dziwią marne statystyki wypożyczeń. Żart z czasów słusznie minionych mówił, że ZSRR ma najnowocześniejsze rolnictwo na świecie – pola orzą helikopterami, ziarno sieją ze sputników, a chleb oglądają w telewizji. Niestety w przypadku Krakowa korzyści z posiadania najnowocześniejszego systemu rowerowego sprowadzają się na razie głównie do możliwości oglądania zupełnie fajnych rowerów stojących smutno na stacjach.

Problem drugi polega na tym, że Wavelo nie wywiązuje się z warunków koncesji a ZIKiT nie wydaje się na to w jakikolwiek sposób reagować. Dziś mija termin, w którym system miał składać się z 1500 rowerów w 150 stacjach. W rzeczywistości stacji jest 141. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z rowerami – faktycznie wprowadzonych do ruchu jest zaledwie 1018 z czego około 60 jest uszkodzonych. W ten sposób operator, mający już na swoim koncie poważną wpadkę przy uruchamianiu KMK Bike trzy lata temu, po raz kolejny pokazuje, że nie jest w stanie w pełni uruchomić systemu w zadeklarowanym terminie. Również analogicznie jak w zeszłych latach ZIKiT wydaje się nie wyciągać ani wniosków ani konsekwencji z tego stanu rzeczy.

W obliczu tak błyskotliwego sukcesu nie dziwi brak chęci do chwalenia się nim. ZIKiT i Wavelo, zamiast wytłumaczyć się z problemów i przedstawić plan naprawy sytuacji, starają się ukryć wstydliwe dane. Stłucz pan termometr, nie będziesz miał pan gorączki.

Modyfikacja: 2017-04-17 wprowadziłem poprawki do liczby wprowadzonych do ruchu i uszkodzonych rowerów. Poprzednie, niepoprawne dane wynikały z błędnego zakwalifikowania rowerów części rowerów wycofanych z ruchu jako uszkodzonych.

Marcin Wójcik: Staram się nie widzieć konfliktu

Grzegorz Mazur: Jesteś jeszcze oficerem rowerowym czy już pieszo-rowerowym?
Marcin Wójcik: Do piątku jestem kierownikiem Zespołu ds. Realizacji Polityki Rowerowej w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Nie wiem jeszcze co będzie potem, ale mam nadzieję, że obecna struktura możliwie sprawnie zostanie przekształcona w nowy, o szerszych kompetencjach Zespół ds. Mobilności Aktywnej.
Maciej Ochałek: Czy ta zmiana nie oznacza rozmieniania się na drobne?
MW: Niekoniecznie, ale obawiam się tego. Przekonamy się dopiero kiedy nowy zespół zacznie funkcjonować.
MO: Co sądzisz o efektach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonej Mobilności?
MW: Kluczowe były zaproponowane przez pana dyrektora Franka próby ograniczenia ruchu samochodowego przy placu Nowym i na ul. Podzamcze. Był to ważny i według mnie udany eksperyment. Co prawda zmniejszenie ruchu na Kazimierzu wywołało sporo kontrowersji, ale uważam obecną sytuację za na tyle złą, że w przyszłości musi ulec zmianie, i nasza próba była ważnym pierwszym krokiem w tę stronę. O wiele lepiej zostały przyjęte zmiany na ul. Podzamcze i mam nadzieję, że już niedługo uda się je wprowadzić na stałe.
MO: Uważasz próbę na Kazimierzu za udaną pomimo tego, że zakaz był nagminnie łamany przez kierowców?
MW: Rzeczywiście trochę zawiodła egzekucja, ale to jest powszechny problem. Z tego co wiem na co dzień prawie 50% samochodów przejeżdżających przez pl. Wszystkich Świętych robi to nielegalnie. I nawet tam, w bezpośrednim sąsiedztwie Urzędu Miasta nie udaje się zakazu wyegzekwować. Z drugiej strony ograniczenie ruchu na ul. Podzamcze było skuteczne.
GM: Jedna z ważnych tras rowerowych prowadzących do ul. Podzamcze wymaga przejechania na wprost z Krakowskiej do Stradomskiej, co niestety nie jest możliwe. Dlaczego i czy planowana jest zmiana?
MW: Zespół Zarządzania Ruchem do tej pory nie wyrażał zgody na dopisanie rowerów do tabliczki zezwalającej na jazdę na wprost. W dokumentacji na przebudowę Stradom i Krakowskiej są przejazdy na wprost tylko dla rowerów i tramwajów.
GM: Jak czujesz się siedząc okrakiem na barykadzie? Jak z tej pozycji wygląda konflikt pomiędzy władzami miasta a aktywistami rowerowymi?
MW: Staram się nie widzieć konfliktu. Niestety, nie widzę też współpracy. A bez współpracy trudno sobie wyobrazić przełom w postrzeganiu roweru jako jednego z podstawowych środków komunikacji w mieście.
GM: Kiedy zostanie zrealizowany uzgodniony przecież między środowiskiem rowerowym a miastem Kontrakt 100 Rozwiązań?
MW: Nie wiem. Możliwe zresztą, że ze względu na koszt i złożoność niektórych postulatów, w pełni nie zostanie zrealizowany nigdy.
GM: Przejazdy rowerowe wzdłuż i przez Nowosądecką chyba nie są aż takie drogie, a nie zostały dotąd zrealizowane, choć okazja była kiedy niedawno remontowano i jezdnię i część chodników?
MW: Remont nie zmieniał organizacji ruchu, która musiałaby ulec zmianie przy wprowadzeniu przejazdów. A na opracowanie nowej po prostu zabrakło mocy przerobowych.
MO: A na co starczyło?
MW: Brakłoby czasu na wymienienie wszystkiego, cały zespół pracuje bardzo intensywnie. Kronikę zakończonych sukcesem zadań każdy może zobaczyć na @oficerKRK na Twitterze. Niestety, czasami nasza praca jest marnotrawiona. Na przykład przygotowany przez nas pierwszy projekt organizacji ruchu na ul. Zamoyskiego został odrzucony, drugi zgodny z wytycznymi został również odrzucony po protestach mieszkańców, z opinią która jednoznacznie wskazywała, że tak naprawdę oczekiwany jest projekt zgodny z poprzednio złożonym. Za to skorzystam z okazji żeby wspomnieć o mającym się pojawić w najbliższej przyszłości pierwszym w Krakowie dwupoziomowym parkingu rowerowym przy dworcu kolejowym.
GM: Już wrzesień, więc dużo czasu poszło na uruchomienie roweru miejskiego. Czy warto było tyle czekać?
MW: WAVELO ruszy o wiele później niż przewidywaliśmy, ale według mnie warto było. System 4 generacji będzie o wiele lepszy niż dotychczasowe rozwiązanie. Mam nadzieję, że Koncesjonariusz wykorzysta w pełni możliwości techniczne i zaoferuje możliwie szeroką gamę usług. Co równie ważne, przełamujemy monopol i dzięki temu system będzie też o wiele tańszy.
GM: Tańszy dla miasta, ale nie dla użytkowników.
MW: Tańszy dla wszystkich podatników którzy dotąd słono płacili za tzw. darmowe przejazdy. Teraz każdy użytkownik będzie płacił, ale naprawdę grosze, za świadczoną mu usługę, co uważam za bardziej sprawiedliwe.
MO: Czy zaoszczędzone na rowerze miejskim pieniądze zostaną wykorzystane na infrastrukturę rowerową?
MW: Bardzo bym chciał, ale nie ja o tym decyduję.

Wywiad oryginalnie ukazał się w Nowej Masówce nr 8 (wrzesień 2016)

Marcin Wójcik szefem Zespołu Mobilnej Aktywności

Decyzją prezydenta Majchrowskiego, Marcin Wójcik, dotychczasowy oficer rowerowy, a dokładnie: Kierownik Zespołu ds. realizacji polityki rowerowej, został szefem „zespołu ds. mobilności aktywnej”, o czym dowiadujemy się ze skromnego, podpisanego jedynie inicjałami tekstu Renaty Radłowskiej w krakowskiej Gazecie Wyborczej (niestety, próżno szukać informacji na ten temat w mediach miejskich, czy choćby na stronie ZIKiTu).

Przede wszystkim więc gratulujemy Marcinowi i trzymamy kciuki za Niego i Jego zespół!

A teraz nastąpi długa lista „ale”:

Zacznijmy od nazwy nowego zespołu, która jest wprost kuriozalna. Czym ma być rzeczona „aktywna mobilność”? Jeżeli chodzi o podkreślenie, że w Krakowie rower oraz własne nogi są najlepszymi formami mobilności, to w porządku. Ale słowo „aktywna” pachnie próbą zepchnięcia tej mobilności do sfery rekreacyjnej, sportowej i jej rozdrobnienia, a może nawet skonfliktowania. W odczuciu urzędników infrastruktura „sportowa” dla „aktywnych”, w dodatku mocno zróżnicowanych pod względem liczby kółek lub ich braku, może być traktowana mniej poważnie, niż poważna „niemobilność” samochodowa, w którą należy inwestować miliardy, bo tak uczono w latach 60 ubiegłego wieku, kiedy wiceprezydent ds. inwestycji Tadeusz Trzmiel kończył studia. Brzmi strasznie, ale obym się mylił.

Naszemu dzielnemu Oficerowi przybywa obowiązków, ale nie przybywa możliwości. Marcin Wójcik w ZIKiT wciąż jest nie oficerem, lecz najwyżej podoficerem i nawet jeżeli wczoraj awansował ze stopnia kaprala na plutonowego, to wciąż musi współpracować z generałem Trzmielem i kapitanem Migdałem, o marszałku Majchrowskim nie wspominając. Kolejne miasta w Polsce rezygnują z Masy Krytycznej bo rowerzyści mają w magistratach wysokich rangą urzędników (dyrektorów lub pełnomocników), a w Krakowie inwestycje stoją, gdyż oficer-kierownik nie ma wystarczającej formalnej siły przebicia by wymusić na swoich przełożonych realizację ich politycznych obietnic.

Wreszcie pojawia się pytanie: kto się będzie troszczył o los podróżujących komunikacją zbiorową, którzy w zdrowym mieście stanowią większość? Czy ci sami, wspomnieni już, betonowi urzędnicy, dla których tramwaj jest tylko okazją na unijne dofinansowanie miejskiej autostrady? Pytanie to jest dość aktualne, kiedy przedstawiciele poważnych, jak się do niedawna wydawało, organizacji rowerowych bronią samochodów kosztem zbiorkomu.

To, co jednak najbardziej zasmuciło mnie w informacji o zmianach w ZIKiTcie, to wypowiedź Piotra Hamarnika, rzecznika tej instytucji: Urzędnicy zauważyli, że mobilność krakowian to nie tylko samochód i coraz więcej ludzi wybiera inny środek transportu. Co nie oznacza oczywiście – jak zastrzega Hamarnik – że „ruch samochodowy schodzi do podziemia„.

To ostatnie zdanie, ten ogarek dla samochodowego diabła, odróżnia nas najbardziej od państw i miast, którym naprawdę zależy na zmianie. To dzięki takim wypowiedziom wielu mieszkańców Krakowa wciąż uważa, że prawo do jazdy samochodem i jego darmowego parkowania to jedno z podstawowych praw człowieka, a samochodów w mieście zamiast ubywać, przybywa. Zamiast wzorować się na Helsinkach, które w ciągu najbliższych 9 lat chcą całkowicie wyeliminować samochody w mieście (nie zakazami, lecz skutecznie przekonując mieszkańców, że auta w mieście sensu nie mają), Kraków wciąż próbuje leczyć nadwagę poszerzając spodnie.

Dopóki tak będzie, dopóki na poziomie strategicznym będziemy miastem wołającym totus tuus samochodowi, tak długo żadna, teoretycznie dobra dla rowerzystów wiadomość, nie będzie cieszyć tak bardzo, jakby mogła, a do wszystkich, nawet z pozoru najkorzystniejszych decyzji prezydenta będziemy podchodzić z ogromną ostrożnością, szukając w nich drugiego dna, wszak w Krakowie Majchrowskiego po każdym kroku (z przytupem) w przód najczęściej następują dwa ciche kroki w tył.

Stanowisko w sprawie separatorów w ciągu ul. Kalwaryjskiej

W związku z publikacją stanowiska stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów w sprawie separatorów na ul. Kalwaryjskiej, oraz falą niepochlebnych komentarzy pod adresem tzw. „środowiska rowerowego”, jako organizatorzy Krakowskiej Masy Krytycznej czujemy się zmuszeni również zabrać głos w tej sprawie.

Jak wiadomo, jesteśmy ostatnimi, którzy broniliby lub chwalili Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Trzeba jednak zauważyć, że separatory były częścią olbrzymiego przedsięwzięcia logistycznego, jakim był transport pielgrzymów podczas Światowych Dni Młodzieży, przedsięwzięcia o bezprecedensowej skali, w dodatku udanego, za co pochwała należy się zwłaszcza dyrektorowi ZIKiT ds. transportu Łukaszowi Frankowi. W czasie ŚDM Sanktuarium w Łagiewnikach odwiedziło kilkaset tysięcy ludzi, a znaczna ich część dotarła tam właśnie tramwajami.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że separatory na ul. Kalwaryjskiej stanowią utrudnienie dla rowerzystów. Uważamy jednak, że jest to potrzebny kompromis. Separator nie uniemożliwia poruszania się rowerem w stopniu większym niż na ulicach takich jak Westerplatte, Lubicz czy Grzegórzeckiej, a może pozwolić na przywrócenie atrakcyjności komunikacji miejskiej i odwrócenie obecnego trendu spadkowego jej udziału w podziale zadań przewozowych. A to jest na rękę wszystkim mieszkańcom Krakowa, w tym również rowerzystom. Jeśli nawet nie szczególnie w tym miejscu, to na pewno w ujęciu globalnym.

Chcielibyśmy jednocześnie podkreślić, iż nie uważamy obecnego układu komunikacyjnego w rejonie ul. Kalwaryjskiej i ulic przyległych za docelowy. Akceptowalną alternatywę dla Kalwaryjskiej stanowić będzie wyłącznie pełna sieć ulic z dopuszczonym dwukierunkowym ruchem dla rowerów, od ul. Zamoyskiego aż po brzeg Wisły.

Głosy niektórych niezadowolonych z obecnego stanu rzeczy, a szczególnie z likwidacji miejsc parkingowych uważamy wręcz za śmieszne. Śródmieście to nie miejsce, gdzie każdy może zaparkować samochód przy samej bramie. Rzekome chwilowe spadki obrotów lokalnych firm spowodowane są przede wszystkim okresem wakacyjnym, a w dłuższym ujęciu pogłębiającą się nieatrakcyjnością oferty, niż jej niedostępnością dla klientów. Wystarczy zauważyć, jakie zmiany zaszły w okolicach Kładki Bernatka (okolicy relatywnie słabo dostępnej samochodowo, a bardzo dobrze pieszo i rowerowo), by zrozumieć, że nie parking jest kluczowym magnesem przyciągającym klientów.

Mając powyższe na uwadze, w dalszej perspektywie postulujemy objęcie Starego Podgórza strefą ograniczonego ruchu (B), gdyż tylko w ten sposób będzie można przywrócić tej części Krakowa jakże zasłużony status śródmieścia funkcjonalnego.

Część powyższych postulatów zawiera się w planach i obietnicach ZIKiT związanych z reorganizacją ruchu w ul. Kalwaryjskiej i okolicy, z których na razie zrealizowany został wyłącznie separator. Z dużą uwagą będziemy się przyglądać realizacji tych planów i, jeżeli nie nastąpi ona dostatecznie szybko, będziemy również zmuszeni wyrazić swój protest.